MENU
O URSUSie

***

„Bieda to sytuacja i kultura”

Czytając ten cytat, słysząc te słowa nie mogłabym nie pomyśleć o ludziach „innych niż wszyscy”.

Co to znaczy, że ktoś jest „inny niż wszyscy”? Według mnie, pod tym sformuowaniem kryją się osoby chrome, niepełnosprawne, chore, samotne, dzieci i ich rodziny o bardzo niskim statusie materialnym, bezdomni, bezrobotni. Myślę, że do tej grupy należałoby zaliczyć także osoby z wyrokami, alkoholików, narkomanów, osoby chore psychicznie. Jednak to jeszcze nie wszyscy: to także ktoś twórczy, ktoś kto inaczej postrzega świat, to ten kto bezinteresownie pomaga innym, ten kto cieszy się życiem i nie narzeka. Jednym słowem myślę, że to większa cześć naszego społeczeństwa.

Bieda to reszta, która posługuje się tylko kategorią: kto ma wiecej, kto jest bogatszy, czyje dziecko najpiękniejsze i najmądrzejsze.

Bieda to nie tylko brak pieniędzy, jedzenia i dóbr materialnych. To sposób życia i myślenia czasem o sobie, ale także i przede wszystkim o innych.
Jesteśmy skłonni wszystkim współczuć, dawać dobre rady ale poza „naszym podwórkiem”.

   Dzieci głodne, nie majace markowych ubrań, nie posiadajacych odpowiednich gadżetów – mp3, telefonu,itp.; są traktowane przez inne dzieci jako gorsze, często są izolowane, odpychychane a nawet wytykane palcami.

   Niepełnosprawnych traktujemy jak zło konieczne. Z jednej strony tworzymy szkoły integracyjne, zakładamy stowarzyszenia i fundacje a z drugiej strony z zaciekawioną miną i litoscią w oku patrzymy na osoby na wózkach, bądź chorych np. na Zespół Downa. W lipcu tego roku moje dziecko miało złamany nos , na sali w  szpitalu leżał z nami chlopiec z Zespołem Downa. Mama tego chłopca - bardzo skromna kobieta nie mogła doprosić się pielegniarek o pomoc. Inni pacjenci nie mieli z tego tytułu żadnych kłopotów. Rozmawiałam mamą Wojtusia jakiś czas, ale była ze mną szczera dopiero, gdy dowiedziała się że moja siostra też jest niepełnosprawna. Z autopsji wiem jedno, że osoby niepełnosprawne urodzone w wiekszych aglomeracjach miejskich mają szanse na szkołe integracyjną, może pracę, pomoc i kontakty rówieśnicze. Inni są tego pozbawieni. Rodzice nie mają szans skutecznie pomagać swoim dzieciom, ponieważ brak im stosownej wiedzy na temat schorzeń ich dzieci oraz umiejetności przy rehabilitacji i pomocy.

W realnym życiu odwracamy wzrok od osób ułomnych, natomiast gdy ten temat jest podejmowany przez media staje sie atrakcją i sposobem  na wzrost oglądalności. Wysyłając sms-a zagłuszamy wyrzuty sumienia.  

    Z pobłażliwym uśmiechem i cichą akceptacją patrzymy na osoby uzależnione od alkoholu, zaś obrzydzeniem i zupełnym brakiem zrozumienia darzymy ludzi uzależnionych od narkotyków. Alkohol w naszym życiu jest od zawsze. Urodziny dziecka trzeba opic, żeby „pępek odpadł”, chrzciny, później święta, imieniny, komunia, wesele, zdana matura, egzaminy. Poza tym zawsze tłumaczymy osoby pijące, że się stresują, że takie jest życie. “Jedno piwko, jeden kieliszek jeszcze z nikogo nie zrobił alkoholika” .Nie chcemy myśleć o tym, że „ONI” mieszkają z nami, ścianęobok są naszymi sąsiadami, przyjaciółmi, rodziną a być może są osobami posiadającymi zaufnie społeczne. Narkomani borykający sie także z uzależnieniem są „zakałą” rodziny, źli, zakłamani. Nie chcemy trudzić się aby zrozumieć motywy ich postępowania, nikt już nie jest skłonny do szukania usprawiedliwień.

Chory psychicznie nie ma tak naprawdę szans na powrót do społeczeństwa, nikt na niego nie czeka, wiele osób się boi, nie ma  dla takich ludzi szacunku. Okreslenia jakimi posługujemy sie na codzień mówiąc o osobach chorych psychicznie to : „czubek”, „wariat”, „świr”. Dzieci lub rodzice osob leczonych w szpitalach psychiatrycznych nie przyznają się do tego, że ich bliscy mają problemy ze zdrowiem – mówią że są w sanatoriach. Mam wrażenie, że boją sie opinii innych, sąsiadów, rodziny, kolegów.

   Osoby pochodzące z innych krajów, innych kultur też nie mają lekkiego życia w naszym kraju.

Mogłabym powiedzieć, że bieda to także w Polsce “tolerancja” a mówiąc precyzyjnie brak tolerancji czyni nasz kraj biednym.

Tę „biedę” przekazujemy naszym dzieciom, to ostatnio niemal nasze dziedzictwo narodowe a na pewno rodzinne.

Bieda to także nasze zamknięte oczy, uszy i serca. Nie potrafimy brać od ludzi tego, czym chcą się  z nami podzielić: radością, dobrocią, uśmiechem, pomysłami, troską, bezwarunkową miłością i przyjaźnią.

Na szczęście nie całe nasze społeczeństwo jest takie. Nie brakuje ludzi dobrych, chętnie pomagających, dzielących się z innymi nie tylko dobrym słowem, wsparciem ale jedzeniem i innymi niezbędnymi rzeczami. Zdarzają się też cuda - kamienne serca staja sie otwarte, ciepłe i miękkie; oczy i uszy otwierają sie pod wpływem pewnych szczególnych wydarzeń.

Jak mówią słowa jednej z piosenek :„...mało nas, mało nas do pieczenia chleba...”

Mało a może dużo  to trudno osądzić – dobrze że są.

Mamy Nowy Rok. To czas na zmiany w naszym życiu, myśleniu a przede wszystkim działaniu. 
Zacznę od siebie

Elżbieta Zając

      
***

WARSZTATY PRZED KONCERTEM RODZINA JEDNOŚCIĄ

                   

W listopadzie, przy współpracy z Domem Kultury Miś i Magdą Wolfart z Klubu Młodzieżowego Maraton organizowaliśmy 2 spotkania, warsztaty, podczas których staraliśmy się odpowiedzieć na 2 fundamentalne pytania dzisiejszego świata – czy jesteśmy sobie potrzebni oraz jaką postawę wybieramy – być czy mieć?

12.11.2007– CZY JESTEŚMY SOBIE POTRZEBNI???

Pierwszego dnia padały oczekiwania, że chcemy poznać nowych ludzi, dowiedzieć się czegoś nowego, myślę, że właśnie to udało nam się osiągnąć. 

Poniedziałek, rozpoczynamy integracją, każdy z nas odnajduje swoje miejsce na symbolicznym drzewie, następnie integracja poprzez scenki związane z maszynami.

Fotel relaksujący, sokowirówka, a później już puszczamy wodze naszej fantazji - maszyna przytulająca, maszyna powodująca uśmiech itd….

Mówiąc krótko, dzięki temu, że działaliśmy razem byliśmy w stanie tak kreatywnie pracować.

Przechodzimy do definicji potrzeby, dyskusji i pracy w grupach. Z krótkiego wykładu dowiadujemy się, jak potrzeby ułożył Maslow w swojej piramidzie, jakie są potrzeby i oczekiwania młodzieży.

Odkrywamy, że podstawową potrzebą człowieka jest bycie w grupie. Zwieńczeniem naszych warsztatów jest opowiadanie o pingwinku i zadanie dopisania do niego zakończenia.

Pingwin obiegł właśnie dookoła swoją pływającą górę lodową po raz 3960. Trochę spocony tym biegiem przejrzał się w płycie lodowej i z zadowoleniem oznajmił sam sobie:

- Nie ma wątpliwości. Jestem najpiękniejszym stworzeniem świata.

Poczuł głód i zanurzył się w ciemnobłękitnej wodzie lekko pomarszczonej od wiatru. Zjadł kilka rybek, potem powrócił na górę lodową. Ziewnął i westchnął. Znów mija jeden dzień. Podobny do wszystkich innych. Nadal ziewa) głośno, nie zasłaniając sobie nawet dzioba. Ostatecznie na górze lodowej był sam i robił to, co mu się żywnie podobało.

Mógł wspinać się na najwyższy punkt góry i potem ześlizgiwać się do wody. Ale nie podobała mu się już ta zabawa tak jak dawniej. Położył się i zaczął liczyć chmury. To była jedna z jego rozrywek. Chmury były jedynymi istotami, do których przemawiał. Naturalnie nigdy mu nie odpowiadały. 

- Co za nudne życie prowadzicie - tłumaczył im. Ciągle wędrujecie, to tu, to tam, gdzie was wiatr popchnie. Spójrzcie na mnie. Chociaż taki młody, już jestem panem góry lodowej. Cała należy do mnie. Czy znacie innego pingwina, który miałby górę lodową do swej wyłącznej dyspozycji?

 Chmury płynęły i płynęły nie odpowiadając. Zresztą dla nich pingwin na górze lodowej był tylko czarnym punkcikiem. Pingwin zamknął oczy.


- Jestem najpiękniejszym, najsilniejszym, najodważniejszym pingwinem świata... Ale dlaczego jestem taki smutny?

 Dwie łzy spływały mu po dziobie. Założę się, że potraficie zrozumieć dlaczego. Ale pingwin nie wiedział…

 (Bruno Ferrero)

 Wniosek z dnia pierwszego - umiemy odkrywać swoje potrzeby w życiu, wiemy, że jesteśmy sobie potrzebni, zarówno jako uczniowie w szkole, wolontariusze.

Ważne jest także, że oprócz poczucia bycia potrzebnym, wiemy, czujemy, że my też możemy liczyć na ludzi obok. Na koniec iskierka - właśnie dobrze, że jesteś!

 

14.11.2007 – BYĆ CZY MIEĆ???

Już sama atmosfera jest wprowadzeniem w tekst spotkania.
Cisza, przygaszone światło, świeczki.

 

3 historie - blog dziewczyny chorej na raka, słowa Kotana – Marka Kotańskiego i słowa o wypaleniu.

Mówiące o tym, że warto być - człowiekiem, posiadać wartości. W dyskusji pada słowo, że dobro potrzebuje czasu, aby móc wzrosnąć. A gdzie nasza cierpliwość?

Ale trudno jednocześnie wybrać spomiędzy tych słów, bo ich znaczenie zależy
od spojrzenia….Warto jednak umieć je odpowiednio wyważać w naszym życiu,
w pracy wolontariusza.

 I na koniec praca w grupach, ułożenie hasła warsztatów - różne kombinacje.
Ta która była w zamyśle to: „Żeby dać, trzeba mieć. Żeby mieć, trzeba brać”

Kończymy 2 dni naszych spotkań słowami Kotana o gorczycy, o zasianiu ziarna, które my też chcemy przez te warsztaty, 2 spotkania zarzucić. Wzięliśmy małe ziarenka, może przekażemy je dalej, może zakiełkują w życiu ludzi obok nas.

Piotr Kociszewski

Wolontariusze Klubu Ośmiu Meiso


 
DANE S.O.
STOWARZYSZENIE OBYWATELSKIE W URSUSIE

ul. Szomańskiego 53
02-495 Warszawa


PREZES ZARZĄDU:
Henryk Grzegrzółka

ZARZĄD:
Cecylia Chruślińska
Wanda Kopcińska
Bogusław Łopuszyński
Adrian Matusik
 "ursus"

szablony stron
Darmowy hosting zapewnia PRV.pl : realizatorzy, renata.samoraj, informatyca, praca-bez-podstaw, empe3portal
Dziel sie multimediami na Patrz.pl